Inaczej ze sobą rozmawiam kiedy do siebie myślę, a inaczej kiedy piszę.

W pisaniu jest znacznie więcej wrażliwości i bliskości, często też wzruszenia.

Kiedy myślę jestem wychłodzony, skupiony, zadaniowy.

Ostatnie dni nie są łatwe, mój tato leży w szpitalu, a ja czuję ucisk wewnętrzny. Ostatnio tak się czułem ponad 10 lat temu. To znajome ciepło i stres, nie do ominięcia, ale do przeżycia.

Głowa kieruje mnie na kolejne zadania, ale to już też nie ta sama głowa co 10 lat temu. W niej jest też miejsce na pogłębioną analizę na świadomość procesów jakie we mnie właśnie zachodzą i to co nieuświadomione, a jest.

Dlatego wiem, że lada moment usiądę do pisania, żeby poprzez pisanie dać upust rosnącemu wewnętrznemu ciśnieniu, by słowami wypłakać z siebie to co gromadzi się na bieżąco.

Wchodzę w następny etap życia.

 

ogar

Największy komplement jaki usłyszałem w swojej pracy to: masz ogar jak nikt inny tutaj.

W tłumaczeniu – odnajduję się w tym bałaganie i potrafię sobie z nim poradzić.

:)

Dziś jednak przeglądając internety i tzw. środowisko LGBT doszedłem do wniosku, że nie ogarniam.

Mam ogromne zaległości, kompletnie odleciałem w nie transowe strony. Zająłem się planowaniem kolejnych górskich wypraw i wyzwań biegowych. I choć w głowie mam wiele trans wątków to słowa mi się rozbiegają i nie uganiam się za nimi tak jak kiedyś.

No i już mogę sam sobie powiedzieć, że jestem starym transem. I wcale się z tym staro nie czuć. :)

Ale kiedy czytam 17, 20 latków to kosmos nas dzieli.

I ten ciągły hejt i ocenianie, to ciągłe doradztwo i przekrzykiwanie swoich racji, coraz mniej ciszy, sieć krzyczy.

Strach się bać żeby mi zaraz ktoś nie napisał, że za mało jestem trans.

Za mało transa w transie ;)

Rety, rety czy ktoś mnie jeszcze czyta?

 

nawieczorne wzdechy

Są takie momenty z każdym rokiem rozciągają się w czasie tak daleko od siebie, że nie przypominam sobie już kiedy ostatnio ten moment miałem.

Moment w którym pomyślałem sobie: chciałbym mieć dom, a nie mieszkanie.

Chciałbym mieć dom w którym dwoje ludzi buduje coś zupełnie innego, coś po swojemu, że to jest na dzisiejszy dzień nie do wyobrażenia.

Kiedyś widziałem siebie w takim domu wyraźnie i ją.

I to co nasze po naszemu.

Teraz mam tylko taką myśl, której nie widzę, nie ma we mnie obrazu, jest tylko jakiś refleks świetlny, który razi po oczach i tyle.

Takie chwilowe zachłyśnięcie się tą myślą, a potem mija mi.

Co ma minąć mija mi. Jak zawsze.

Przez pewien czas nie umiałem zrozumieć, że nie muszę i nie powinienem  wartościować siebie i szukać jakiegoś magicznego dopełnienia w innej osobie. Bycie z drugim człowiekiem, że to zdefiniuje mnie do końca, że to utwierdzi mnie we mnie samym, w moich pragnieniach. Odsunie ode mnie spojrzenia innych i ich oceny/opinie/oczekiwania.

Chodząc od dnia do dnia, od nocy do nocy przez wszystkie swoje wydarzenia rozumiałem, że będę sam, mam do tego wysokie  predyspozycje.(:))

Wyrwać mnie z tego stanu jest z każdym rokiem trudniej.

A potem uświadomiłem sobie, że ode mnie zależy jak pokieruję swoją energią, na czym będę koncentrował swoje myśli i pragnienia. I dzień po dniu, oddaliłem się od pragnień o drugiej osobie. Przestałem czekać, szukać, rozmyślać. Ogarnęło mnie uczucie ulgi, swobody i samozadowolenia. Nie pamiętam już kiedy nudziłem się w swoim własnym towarzystwie?!

Jest tyle życia do przeżycia.

Wiem, przeżyłem już siebie wzdłuż i wszerz do góry i na dno, a pod dnem dno, że kiedy serce zabije mi mocniej i pojawi się żar, będę znów próbował wzniecić ogień.

Tak już po prostu jest.

Takie życie.