co różni górę od człowieka

‚Góra z górą się nie zejdą, ale człowiek z człowiekiem tak.’

Tymi słowami zakończyła się moja prawie trzyletnia przygoda z  terapią.

Dziś pierwszy dzień po.  W najbliższej perspektywie nie planuję wracać na terapię, ale nie wykluczam, że kiedyś zapragnę tego rodzaju stymulacji dla mojej głowy.

Gdybym miał to zrobić jeszcze raz, zrobiłbym to. Wybrałbym tą samą drogę.

Dziś jestem w takim punkcie swojego życia w którym chwilami myślę, że nie nażyłem się jeszcze do syta. Ale zdążyłem się zakochać w swoim życiu. Zdążyłem to poczuć. Doświadczyć tego i mieć tego pełną świadomość.

:)

Coś za coś

Zaniedbuję pisanie bloga wiem.
Jestem mocno zaangażowany w swoją codzienność. Żyję.
Goję się ze wszystkich ran jakich kiedykolwiek doznałem, rozkręcam się i nakręcam na życie, naprzemiennie.
Modeluję. Układam. Wykładam. Zakładam.
Stawiam sobie nowe wyzwania.
Staram się jak najmniej odkładać na ‚potem’.

Bo tyle mam do nadrobienia, mam wciąż w sobie poczucie, że tak wielu rzeczy nie doświadczyłem bo byłem skoncentrowany na zupełnie czymś innym. Pochłonięty całkowicie przeżywaniem i odnajdywaniem własnej tożsamości nie dałem rady wszystkiego zrobić jednocześnie.

Ostatnio wziąłem udział w projekcie Maćka Nabrdalika znów przez chwilę mówiłem o sobie i o swoim trans świecie o przeszłości o wspaniałości jaką zostałem obdarowany w postaci ludzi którzy mnie otaczali i otaczają o rodzinie, przyjaciołach, znajomych, sąsiadach o tym jaka siła drzemie w akceptacji i we wspólnym dialogu jak potrafi budować, czarować, odczarowywać urok. Ilekroć mówię lub myślę o SWOICH ludziach jestem głęboko i szczerze wzruszony, przepełniony spokojem i miłością. Już same wywoływanie w pamięci niektórych osób powoduje, że we mnie kipi z miłości do nich tych uczuć nie należy zestawiać z miłością pojmowaną w kryterium pożądania drugiej osoby z zakochaniem i erotyką.

Dzięki tym ludziom moje pojmowanie, odkrywanie świata i proces akceptacji siebie przebiegł jak przebiegł i pamiętam, że nie jeden raz podejmowałem decyzję ‚żyć’ właśnie z myślą o nich ich obecność pchała mnie do światła życia. Były dni kiedy chciałem żyć bardziej dla nich niż dla siebie i dzięki takiemu pragnieniu przetrwałem nie jeden kryzys.

Dzięki temu doszedłem też do miejsca w którym odkryłem, że muszę, że pragnę żyć dla siebie bo tylko żywy, szczęśliwy sam ze sobą, pojednany ze swoim jestestwem mogę w pełni czerpać z doświadczeń przeżywanych z moimi przyjaciółmi, z moja rodziną.

Niesamowitość jest w tym jak obecnie przeżywam i odtwarzam swoją przeszłość w pamięci kiedy o niej opowiadam, kiedy sobie coś przypominam zdaje mi się, że to zupełnie coś zwykłego, coś ot tak po prostu bez całego tego uczucia przewlekłego, drążącego mnie cierpienia.

Dopiero kiedy zaczynam sobie przypominać ludzi, kiedy zaczynam sobie przypominać jak unikałem rozmawiania o tym co przeżywam, o tym czego pragnę, kiedy odtwarzam jakieś drobne szczegóły, wtedy na nowo coś zaczynam czuć. Często wzruszenie, odrobina niedowierzania, że udało mi się przebrnąć, przeżyć, jakieś uczucie niewiarygodności, że udało mi się zaopiekować sobą tym dzieckiem, które tak długo, żyło w cieniu własnego pragnienia w lęku w poczuciu zagrożenia.

Ach z jaką lekkością można oddychać
bo można
pewnego dnia po prostu się budzę i oddycham
pełną piersią
pełną gębom.

Kiedy myślę o Tobie, to mam pragnienie przytulić się do Ciebie trwać w takim przyjaznym przytuleniu jakiś moment, bo słów mi brak na wyrażenie wszystkiego naraz co nagromadziło się we mnie przez lata. I niczego już nie zrekompensuję Ci, żadnej straty którą ponieśliśmy oboje przez moje milczenie, prze mój strach, przez mój brak odwagi.

Spośród tylu osób które spotkałem te osoby, które poznałem przed tranzycją doświadczenia z nimi są wyjątkowe różnią się znacząco od tych relacji, które zacząłem nawiązywać w jej trakcie i po procesie transformacyjnym.

Nie mogę mierzyć wszystkiego i wszystkich tą samą miarą, nie na tym to polega doświadczałem siebie na wiele sposobów, przybierałem wiele form.

Projekt Maćka jest wciąż w trakcie powstawania, ale ja już przed tym zanim wziąłem w nim udział zdawałem sobie sprawę, że wciąż należy zabierać głos w temacie osób transseksualnych. I dawać głos we własnej sprawie.

Zbyt często pozwalałem sobie ‚zabierać’ głos we własnej sprawie, swoim lękom.

Jest takie trafne określenie w języku angielskim: over and over again. Po naszemu: w kółko.

Ile razy bym nie nakreślał tematu tyle razy będzie to zupełnie nowa historia.

Po nowemu, inaczej. Choć o tym samym.

Niczego tak nie warto w życiu jak być sobą, ściągać maski (jeśli kiedykolwiek się je ubrało) walczyć o siebie i swoje prawo do szczęścia, do poczucia swobody i radości z przebywania tu i teraz.

docenić

Wczoraj na TVN był jakiś dokument o małoletnich amerykańskich transseksualistach. Tak tylko na chwilę się zatrzymałem, posłuchałem, podumałem. Mam świadomość, że obecnie żyję po części swoim marzeniem, żyję też marzeniem innych osób. Sam zazdrościłem kiedyś innym transom, że przeszli już przez swój czas tranzycji.

Chwilami moje życie wydaje się nierealne, trudno to zmieścić w słowach. Każde kolejne słowo wydaje się za ciasne.

Obiecuję sobie, że lepiej zorganizuję czas, tak żeby było znów miejsce na pisanie.
Bo jest o czym pisać, transformacja nie kończy się na granicy ciała. Właśnie za granicą ciała zaczyna się zupełnie nowe.

Więcej biegam niż piszę :) To dobra nowina dla Iv :D moja tarczyca nie stała się tarczą nie do pokonania. Jestem obecnie w lepszej formie niż kiedykolwiek. Wkręciłem się w biegi górskie i zdobywanie Korony gór Polski.