jutro znów będzie jak ma być

Ten rok kończę w książce Macieja Nabrdalika

http://cheese.konbini.com/photos/maciek-nabrdalik-lgbtq-pologne/

Polecam.

Sam jestem ciekaw końcowego etapu tamtego spotkania, tamtej rozmowy.

Mijający rok dał mi wiele do myślenia, wiele się działo wiele przeżywałem. Przeżyłem.
Jestem wdzięczny za to co mam i za to w jakim miejscu życia jestem.
Za kilka dni rozpocznę jubileuszowy rok, jak gdyby nigdy nic minęło 10 lat od kiedy przewróciłem się do góry nogami i zacząłem zupełnie nową przygodę w swoim życiu.

Mam nadzieję, życzę sobie tego by mi starczyło sił na zamiary, bym miał moc i motywację do realizacji swoich pomysłów.
I zdrowie.

 

Życzę Wam tego samego i jeszcze więcej śmiechu.

 

 

najfajniejsze przede mną

Zamykam oczy i widzę – połoniny.  Te bieszczadzkie. Godziny wędrówki z poczuciem ulgi i swobody, głębokie wdechy i wydechy. Zatrzymuję się, rozglądam się i nie dowierzam, chwilami wciąż nie dowierzam, że jestem tu gdzie jestem taki jaki jestem i że wciąż jestem i że mi się chce.

Są momenty, gdy dopada mnie jakaś niewiarygodność, jakieś niewysłowione zapętlenie różnych myśli i stanów. Ale po nich następuję ulga. Nie zostaję w tym stanie zbyt długo.

Wiele ciekawego zaczęło się dziać dopiero po tym, jak wszedłem z buta, pełną parą w tranzycję. Wtedy zaczęła się cała przemiana zewnętrzna i totalne przeobrażenie, przearanżowanie wewnętrzne.

Początkowo, kiedy szykowałem się do zmian, naiwnie myślałem, że będę miał pełną kontrolę nad przebiegiem wydarzeń. Miałem 2′kę z przodu wtedy wydaje się człowiekowi, że pozjadał wszystkie rozumy. Teraz mam 3′kę której bliżej już do 4′ki i wiem, że nic nie wiem  :) I że wszystko się może zdarzyć, i że wszystko jest do wytrzymania i podobno właśnie to jest nie do wytrzymania i prędzej czy później odnajdę drogę, która mnie poprowadzi tam gdzie mam pójść, choć początkowo mogę nie wiedzieć, gdzie to jest.

Przewartościowałem wiele. Odbyłem setki rozmów czasem takich samych o tym samym tyle, że z różnymi osobami. Odpowiadałem na wciąż te same pytania, że mogłoby się już znudzić, ale wcale nie stało się tak. Z każdym z moich rozmówców emocje i słowa malują zupełnie nowy twór. Dają inne światło, wydobywają mnie z mnie.

Jestem zdecydowanie spokojniejszy niż kiedyś. Choć wciąż zachłanny na życie.

 

dzień w dzień

Do pisania zabieram się już od dłuższego czasu.

To nadmiar mnie przytłacza, nie wiem od czego zacząć i na czym skończyć. Dzień po dniu przelatuje przeze mnie innym razem jak walec przygniata mnie do zmieni.

Obserwuję świat bliski i  ten daleki, obserwuję ludzi, magazynuję wszystko w sobie, chwilami puchnę i unoszę się, a innym razem puchnę i wystarczy mała iskra bym eksplodował.

Za kilka tygodni minie 10 lat od kiedy lecę na T. od kiedy moja tranzycja weszła w nową fazę, od kiedy rozpoczęła się rewolucja przez duże eR. Od tamtej pory przeszedłem menopauzę, powtórny okres dojrzewania, potem znów posypał mi się organizm i znów przeszedłem coś jak menopauzę, a potem znów dojrzewanie. Potem było coś w głowie i duszy coś co wymagało natychmiastowej terapii i naprawy, jakiegoś umysłowego treningu i po prostu intelektualnej rozkminy.

Potem jest Teraz. I cały się martwię o to dokąd zmierza ten świat i jakie miejsce w nim wybrałem dla siebie?!

Jestem zrealizowanym uzewnętrznionym samodzielnym bytem marzeniem, chwilami jest to wciąż nie do uwierzenia, a chwilami wielka odpowiedzialność.

Brakuje mi czegoś.  A może kogoś?

Od dawna nie zachodziłem do tego miejsca w sobie w którym słowa pisane ze mnie uchodziły jak oddech, ot tak – wdech wydech wdech.

Może to problemy z koncentracją, może brak higieny czasu, a może wtedy/kiedyś miałem poczucie, że jest odbiorca, więc ja jako nadawca nadawałem.

Powrót do piania, to powrót do tej części mnie, za którą czasami bardzo tęsknię.

 

Pozdrawiam serdecznie Czytaczki i Czytaczy.

Kuba